wrz 01 2002

Okropnie...


Komentarze: 0

Tak właśnie się czuję. Nie wiem czy bardziej psychicznie, czy fizycznie, choć raczej to pierwsze. Muzyka zupełnie nie pomaga mi w odzyskaniu dobrego humoru, zresztą czyba nie chcę go odzyskać. Tak się łatwiej prowadzi audycję, człowiek ma coś do powiedzenia innym, przekazuje samego siebie, a przecież tysiąckroć łatwiej mówić o cierpieniu, niż o szczęściu. Chociaż o tym drugim też można gadać godzinami...jeśli się go doświadcza, rzecz jasna.

Za dwa, może trzy tygodnie przyjedzie do miasta kobieta, którą kocham, a której nie widziałem od czterech miesięcy. Wiem, że jakoś się spotkamy, jakoś na siebie wpadniemy...i co wtedy zrobię??? Chyba zaniemówię, zamrę w oczekiwaniu na pierwsze słowo od Niej. W oczekiwaniu na słowo, które nigdy nie padnie... Katuje się to myślą, choć zawsze, kiedy budzę się rano próbuję się oszukać. Myślę: dzisiaj dosyć, trzeba żyć dalej...i nic z tego nie wychodzi. Spotykam się z kobietami tylko po to, by stwierdzić, że nie odpowiadają mi zupełnie.

W poprzedni czwartek poznałem Gośkę. Przetańczyliśmy noc, potem umówiliśmy się i nic. Rozmowa się nie kleiła, wiecie jak to jest. Teraz wysyła mi sms-y z propozycją spotkania, a ja nawet nie odpisuję... Świnia ze mnie, ale tak po prostu jest łatwiej niż napisać: przepraszam, ale zupełnie mi nie odpowiadasz intelektualnie, bo nie chytałaś "Ruchomego święta" Hemingwaya, nie słyszałaś Dream Theatre, itp...

Głupota, a jednak nie potrafię inaczej. Im bardziej się staram, tym gorsze to przynosi efekty...

onair : :
Do tej pory nie pojawił się jeszcze żaden komentarz. Ale Ty możesz to zmienić ;)

Dodaj komentarz